Szyjka macicy: przypadek nr 40
z archiwum doktora Hamera

Poniższy tekst pochodzi z roku 1982 i opisuje jeden z początkowych przypadków. doktora Hamera. Ponieważ jest on szczególnie interesujący, przedstawiamy go również na naszej stronie.

Przypadek 40

Ostatni przypadek ("sprawdzian") w Klinice Uniwersyteckiej w Kiel z 02.03.1982 roku
Obecni: dr Hamer
Pacjent:
   Nazwisko: prof. Gertrud Savelsberg, ur. 3.2.1899
   Diagnoza: Collum-ca III
   Histologia: pattenepithel-ca, stadium III
   Odkryty: koniec listopada 1981 roku, krwawienie
   Czas, który upłynął od DHS-u do diagnozy: 20 -22 miesiące.
   Konflikt i jego przebieg (w skrócie):

Pacjentka przeżyła tylko jedną prawdziwą tragedię w swoim życiu: była to śmierć jej ukochanaego mężczyzny, którego traktowała jak męża, mimo, że nigdy nie wzięła z nim oficjalnego ślubu. Był on profesorem na wydziale Gospodarki Narodowej i Swiatowej, tak samo jak nasza pacjentka. Jako młoda studenka u niego promowała, habilitowała i pracowała z nim przez 15 lat. Była to ich gorąca, głęboko seksualna, a jednak platoniczna miłość.

Pacjentka bardzo przeżyła śmierć tego profesora, który zmarł w 1971 roku. Był to pierwszy ciężki cios, jaki spotkał ją w życiu. Dopiero w marcu 1973 roku była w stanie zaakceptować śmierć swojego „męża”. W tym czasie pacjentka nie była badana. Jednak wówczas nie mogło być mowy o raku szyjki macicy, ponieważ w tym czasie pacjentka nie przeżyła żadengo seksualnego konfliktu. Jej „mąż” umarł mając 78 lat. Smierć jej „męża” była dla pacjentki  ciężkim zrządzeniem losu, ale nie przeżyła go jako wydarzenie konfliktowe w rozumieniu Germańskiej Nowej Medycyny.

W styczniu 1980 roku pacjentka przeżyła wydarzenie konfliktowe  w rozumieniu Germańskiej... (przyp. tłum.: dokładna relacja w poniższym tekscie)

Zróżnicowana, introwertyczna, bardzo inteligentna osobowość, trochę zwolniona co podyktowane jest jej wiekiem. Mimo, że naukowiec a nawet perfekcjonista, posiada bogate i głębokie życie wewnętrzne, którym jednak nie są w stanie dzielić się  z żadną osobą (a jeżeli, to najwyżej tylko z jedną, jej mężem).

Niezamężna kobieta na emeryturze, była profesor ekonomii, bezdzietna, żyje sama, ma siosrzeńców i siostrzenice, ale z żadną z tych osób nie ma zażyłych stosunków. Jest uważana za osobę przyjazną.

1953 Abrasio (łyżeczkowanie) z powodu miomu
1974 ropny ząb
1977 półpaciec, bolesny i długotrwały
Ogólnie nigdy nie była  poważnie chora.

Przypadek ten posiadał szczególną dynamikę, był czymś w rodzaju „sprawdzianu”, przy pomocy którego przedstawiciel medycyny szkolnej, prof. Semm był pewien udowodnić bezsesowność całego Hamerowskiego systemu. Jak się później dowiedzałem, na zakończenie tego testu miałem z hukiem zostać „wyrzucony” z kliniki, jako heretyk.

Prof. Semm z Kiel, przeczytał o istnieniu listu, napisanego przez Prof. Holzmanna, pracownika wydawnictwa Thieme, adresowanego do mnie, w którym to prof. Holzmann donosi mi, że wydawnictwo nie zamierza wydrukować przesłanego przeze mnie artykułu pt. „żelazna reguła raka”, tylko najpierw chce zasięgnąć opinii prof. Semma, czy dr Hamer ma rację, czy też nie.    

„Na miłość Boską”, powiedział mi później, „nie będę sobie robił wrogów z wszystkich lekarzy... nie wystawię Panu atestu, z potwierdzeniem, że ma Pan rację! Gdybym od razu wiedział, że chodzi tu o habilitację oraz z jakimi trudnościami będę miał do czynienia, to napewno nie dopuściłbym do sprawdzenia w naszej klinice nawet jednego jedynego przypadku!”

Następnego dnia, po „wyjściu na jaw” listu dr Holzmanna, prof. Semm przyjmował w swoim „prywatnym pokoju”. Jedną z jego pacjentek była pewna niezamężna, dziewicza (virgo intacta), 83-letnia profesorka ekonomii w stanie spoczynku, u której zdiagnozowano raka szyjki macicy w 3 stadium. Profesor wypytał ją czy w ostatnich 2 latach miała jakiś kontakt z przyjacielem, albo innym mężczyzną.

Po zakończonej wizycie prof. Semm powiedział do stojącego przed drzwiami dr. Grillo, swego asystenta: „No, to niech teraz Hamer przebada tę damę...(przeprowadzi wywiad). Nie znajdzie u niej żadnego konfliktu. Wtedy będziemy mogli mu powiedzieć, że jego tezy są zwykłą bzdurą i będziemy go mogli wydalić z kliniki. W ten elegancki sposób  będziemy mogli się go pozbyć. Proszę czekać na niego na oddziale i powiedzieć mu, żeby się do mnie zgłosił. Mam mu coś do powiedzenia.”

Gdy po godzinie dotarłem na oddział, dr Grillo przywitał mnie słowami: „Ach, panie Hamer, dzisiaj wolno Panu zbadać pacjentkę, która ma prywatne ubezpieczenie. Szef osobiście to zarządził. Zgadza się Pan?”

Hamer: „Oh, bardzo chętnie, pacjenci z prywatnej kasy chorych mają tak samo  ducha, jak pacjenci ze zwykłym ubezpieczeniem. W zasadzie mają również ten sam rodzaj wydarzeń konfliktowych i konfliktów, co to za różnica? Co tej damie dolega?

Grillo: „collum-ca III”, ale nie dostanie Pan histori jej choroby, szef tak zarządził.

Hamer: „Właściwie to nie potrzebuję tego wcale, ale wynik badania histologicznego jest wobec tego pewny, jeżeli stan jest tak zaawansowany.”

Grillo: „Tak, co do wyniku nie ma wątpliwości. Ale przedtem chcemy się upewnić , co dokładnie postuluje pan z punktu widzenia „żelaznej reguły raka”.

Hamer: „Dobrze, zgadzam się.”

Grillo: „A więc kiedy musiała ta pani przeżyć swój najokropniejszy konflikt w swoim życiu”?

Hamer: „Kiedy zauważyła pierwsze objawy?”

Grillo: „Pod koniec listopada 1981 roku.”

Hamer: „Jak zauważyła te objawy, to było to już III stadium?”

Grillo: ”Tak.“

Hamer: “Jeżeli pacjentka jest osobą młodą – ale to byłoby trochę dziwne – to konfliktu trzeba by szukać w maju albo w czerwcu 1980 roku, w zależności od stopnia zaawansowania procesu. Jeżeli pacjentka jest osobą starszą, czy nawet starą kobietą, to wówczas należałoby szukać konfliktu na początku roku 1980, gdyż u starych ludzi takie procesy przebiegają trochę wolniej.”

Grillo: „No dobrze, powiedzmy początek roku 1980, styczeń albo luty. No, a ponieważ ma collum-ca, to powinna były przeżyć seksualny konflikt, czy tak?”

Hamer: „Dokładnie tak.”

Grillo: „No dobrze, to notuję sobie to wszystko. Jak długo musiał ten konflikt trwać?“

Hamer: „Z wysokim prawdopodobieństwem cały ten czas, aż do odkrycia choroby, czyli do końca listopada 1981 roku. Odnośnie okresu po listopadzie 1981 nie mogę niczego powiedzieć.”

Grillo: „No dobrze, wszystko sobie zanotowałem. Panie Hamer, mój kolega i ja życzymy Panu powodzenia przy wywiadzie, ta Pani ma mianowicie 83 lata, jest już w dużym stopniu sklerotyczna, jest emerytowynym profesorem ekonomii, panna, nie ma żadnego przyjaciela, czy znajomego, jest dziewicą – i w ciągu ostatnich dwóch lat nie przeżyła żadnego konfliktu. Już to sprawdziliśmy.”

Hamer: „Od razu miałem uczucie, że to jakać pułapka, ale ja sobie z tego nic nie robię. Prawa zawarte w tym systemie śmieją się Panu w twarz, im nie da się zastawić pułapki. Wręcz przeciwnie, uprzejmie zapraszam Pana, proszę pójść ze mną do tej damy, żeby później nie musiał Pan wierzyć w czary.”

Grillo: „Nie, to nie jest konieczne, możemy w razie potrzeby sami tą panią wypytać, jeżeli będzie dla nas coś niejasne. Będziemy na Pana tutaj czekać, mam dla Pana od szefa jeszcze jedną wiadomość.”

Hamer: ”Myślę, że wiem o co chodzi. Ale również z tego sobie nic nie robię. Pana szef jak widać tak samo niewiele rozumie, a mianowicie, że nie jest to żaden wymysł Hamera, tylko „żelazne Prawo”, którym ani Pan, ani Hamer nie może manipulować!

Ale diagnoza histologiczna jest z całą pewnością prawdziwa?”

Grillo: ”Tak, napewno”.

Hamer: „No to może najpierw zróbmy coś w rodzaju protokułu: zapiszmy w nim, że 83-letnia pacjentka przed około 20 do 22 miesiącami przeżyła swój najcięższy konflikt w życiu. Prawdopodobieństwo wystąpienia takiego wydarzenia moglibyśmy przyjąć jako 1 na 1000 przypadków  - jeżeli miałby być to zwykły zbieg okoliczności? “

Grillo: „”Tak, zgadzam się, notuję, że parwdopodobieństwo jest bardzo małe, a właściwie prawie równe zeru.”

Hamer: „Po drugie, prawdopodobieństwo wystąpienia u 83 letniej kobiety konfliktu o treści seksualnej jest równie małe, najwyżej 1 na 1000. Możemy to też przyjąć?“

Grillo: „Tak, zgadza się. Właściwie to jeszcze mniejsze, prawie zerowe.”

Hamer: „Po trzecie, prawdopodobieństwo, że u kobiety w tym wieku konflikt może tak długo trwać, możemy również szacować na 1 na 1000, a nawet mniej?”

Grillo: „Również z tym się zgadzam, jest bardzo mało prawdopodobne. Wszystko zanotowałem.”

Hamer: „Zdaje sobie Pan z tego sprawę, że prawdopodobieństwo wystąpienia wszystkich tych ktyteriów na raz jest tak mało prawdopodobne, że możnaby szacować je na najwyżej 1 na 10 000 000 przypadków. Ale podarujemy sobie robienie rachunku prawdopodobieństwa w tej sprawie. Można przyjąć, że pośród 10 000 000  pacjentek w tym wieku, „przypadkiem” maksymalnie  tylko u jednej wystąpią wszystkie te czynniki razem, czy przyzna mi Pan rację?”

Grillo: „Tak myślę, praktycznie takie prawdopodobieństwo nie istnienje.”

Hamer: „Jeżeli jednak mimo tego – co jest rzeczą nieprawdopodobną, ponieważ sami pytaliście o to pacjentkę – okaże się, że pacjentka przeżyła jednak konflikt seksualnej natury, który do tego dokładnie tak długo trwał, jak mówię, to czy mogę oczekiwać, że otrzymam od Pana pisemne potwierdzenie słuszności mojego systemu, a dokładniej potwierdzenie, że „żelazna reguła raka” znajduje potwierdzenie z prawdopodobieństwem 10 000 000:1, czy nawet jeszcze większe. Musimy do tego wzięć pod uwagę, że jest pan pewny, iż postulowane przeze mnie fakty, napewno nie nie zostaną potwierdzone przez pacjentkę, ponieważ sami przeprowadziliście już wywiad z tą damą.”

Grillo: „Z czystym sumieniem mogę to panu obiecać, bo tak czy tak nie sprawdzi się to, co Pan mówi.  100 000 000 razy bardziej prawdopodobne jest, że po zakończeniu rozmowy z pacjentką, otrzyma Pan wiadomość od szefa, jakiej się Pan już  spodziewał.”

Hamer: „No dobrze. Zobaczymy.”


Rozmowa z pacjentką

Rozmowa kosztowała nas oboje (pacjentkę i mnie) dużo energii. Ale nie dlatego ponieważ pacjentka cierpiała na sklerozę, co przypuszczali moi koledzy, tylko dlatego, ponieważ pacjentka była introwertykiem, osobą zamkniętą w sobie, nie miała do nikogo zaufania i obawiała się głębszych wynurzeń. Za żadną cenę nie chciała obcej osobie ujawnić swoich bogatych odczuć i wrażeń!

Od razu pojąłem, że pacjentka ta, mimo jej sędziwego wieku, wszystkie moje pytania i zawarte w nich niuanse prawidłowo uchwyciła i dzięki powstałemu w trakcie rozmowy zaufaniu w stosunku do mojej osoby, niuansowo na moje pytania  odpowiadała.

Oto jej historia:

W 1922 roku młoda studentka ekonomii w Achen zawarła znajomość z młodym docentem, u którego promowała i później habilitowała i do 1939 roku razem z nim pracowała na Uniwersytecie. W 1939 roku została przeniesiona do Kiel. Tam, z innym profesorem, pracowała w Instytucie Gospodarki międzynarodowej. Z tym profesorem również dobrze się rozumiała. Profesor z Kiel zmarł w 1969 roku w podeszłym wieku.

Pacjentka: ” Jego śmierć była nieodwracalna i bardzo smutna, ale dla mnie nie było to tak straszne, żył jeszcze profesor M. w Aachen...”

Hamer: „A kiedy zmarł profesor M. w Aachen?”

Pacjentka: „W 1978 roku, w wieku 78 lat. Jego śmierć bardzo mnie dotknęła.”

Hamer: „Czy to przeżycie należało do najgorszych w Pani życiu?”

Pacjentka: (pobudzona)”Tak, najgorsze, to było straszne dla mnie”.

Hamer: „Poznała Pani tego kolegę jako młoda studentka, on był asystentem albo młodym docentem i niewiele od Pani starszy... Pani profesor, on był dla  Pani czymś więcej, jak tylko kolegą, nieprawdaż?”

Pacjentka: (bardzo pobudzona) „Panie doktorze, Pan mnie tak pyta, jakgdyby Pan czytał w moim wnętrzu, jak z otwartej książki. Jeszcze nikomu nie powiedziałam ani słówka o tym. Tak, zgadza się, co Pan  mówi, on był moim mężem! To było naszą najskrytszą tajemnicą. Byliśmy sobie wierni przez prawie 50 lat, aż do jego śmierci. W tamtych czasach, po pierwszej wojnie światowej nie można było na to wszystko sobie pozwolić, co dzisiaj młodym parom jest wolno. Daliśmy sobie jednak wszystko, co w owym czasie potajemnej parze tylko było możliwe, tylko dzieci  nam nie wolno było mieć, no i nie mogliśmy się pobrać, tacy biedni, jak byliśmy...

Kochaliśmy się bezgranicznie, również później, na odległość. Codziennie pisaliśmy sobie listy, dzwoniliśmy do siebie i często odwiedzaliśmy się. Między nami  było po prostu cudownie, lepiej jak u większości zamężnych par. Jego śmierć zrobiła ze mnie, szczęśliwej kobiety (żony), samotną wdowę.”

Hamer: „Potrafię to sobie wyobrazić, Pani profesor, to musiał być dla Pani straszny cios losu. Jak długo nie mogła Pani zaakceptować śmierci męża? Jak długo to trwało zanim ten ciężki ból w sercu po stracie męża trochę ustąpił?”

Pacjentka: „Dobry rok, po upływie tego czasu najgorszy ból ustąpił. Od tamtej chwili żyję w samotności.”

Hamer: „Pani Profesor, tak, to co Pani mówi jestem w stanie sobie wyobrazić, czytam w Pani wnętrzu jak z otwartej książki. Wszystko się zgadza, co mi Pani opowiedziała, ale jednak brakuje tu jednego najważniejszego przeżycia! Nie wiem co to mogło być, bo jest niemożliwe, żeby profesor zmartwychwstał, ale przed rokiem do dwóch lat musiało się coś strasznego zdarzyć w Pani życiu, co dotyczyło osoby profesora, a co przeżyła Pani jako dotychczas najokropniejsze wydarzenie w Pani życiu i które do dzisiaj nie daje Pani spokoju!“

Pacjentka: (z szeroko otwartymi oczami, blada na twarzy i drżąca na całym ciele – takiego objawu nie widziałem u żadnego pacjenta – usiadła wyprostowana na łóżku) „Panie doktorze, skąd Pan to wie, na miłość Boską?! Z nikim nie rozmawiałam na ten temat. Dotąd nikt nie widział mnie płaczącej! Tak, tak, to się zgadza! Zgadza się co do joty, to co Pan mówi. To było najgorsze, co w całym moim życiu przeżyłam: cudowne i zarazem straszne i okrutne. Ma Pan rację, do dzisiaj nie myślę o niczym innym, w dzień i w nocy, jak nie mogę spać, co często się zdarza.”

Hamer: „Pani profesor, to dobrze, że możemy o tym mówić. Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję jeszcze częściej na ten temat rozmawiać. Jak człowiek może porozmawiać z drugim człowiekiem i czuje się przez niego zrozumiany, to wszystko nie jest tak złe. Zobaczy Pani.”

Pacjenta zaczęła opowiadać. Potrafiła dokładnie co do dnia, a nawet co do godziny określić przeżycie konfliktu. Jej mąż, Profesor Mettke, który umarł nie pozostawiając potomków, posiadał bogaty zbiór obrazów – pośród nich również wiele własnego autorstwa – wszystkie je w spadku otrzymało Museum w Husum. Również znacząca korespondencja profesora, jego publikacje, manuskrypty, itd. miały zostać oddane do Muzeum jako znak uznania. Ponieważ nie był „żonaty” i nie miał dzieci, zostawił swojej „żonie” cały swój pozostały majątek. Mimo, że od śmierci profesora minęło już 10 lat, sprawa spadku nie była całkowicie zakończona. W  Muzeum w Husum organizowano wystawę również  prywatnej korespondencji profesora, jako znak uznania i lepszego zrozumienia jego osobowości. Pod koniec 1979 roku  roku cała korespondencja profesora została przesłana naszej pacjentce. Chodziło o to, żeby pacjentka zdecydowała jakie listy nadają się do tego celu a jakie nie. W grudniu 1979 dotarła do niej paczuszka listów związaną sznurkiem: pośród korespondencji znajdowały się również pisane przed 60-cioma laty jej własne listy miłosne, które jej mąż skrupulatnie i w chronologicznym porządku przechowywał. 

Pacjentka przypomina sobie dokładnie, że paczuszka z listami leżała jeszcze jakiś czas nietknięta. Któregoś dnia poczuła się magicznie przyciągnięta przez własne listy miłosne – może podać dokłaną godzinę, kiedy to nastąpiło. W końcu pacjentka otworzyła ten plik:

Pacjentka: „Panie doktorze, jeszcze dzisiaj widzę siebie, jak rozwiązuję pierwszy plik listów. W nim znajdowały się pierwsze listy miłosne do mojego męża. Byłam jak sparaliżowana! Panie doktorze, to co się wówczas zdarzyło, było najgorszym przeżyciem w moim życiu. Dużo gorsze niż śmierć mojego męża. Jak zaczęłam czytać swój własny pierwszy list miłosny, pisany w 1922 roku, to mną dosłownie wstrząsneło. Stanęły mi przed oczami najpiękniejsze chwile z mojego życia. Wszystko, co z moim mężem przeżyłam widziałam jak żywe. Jako zakochana, później potajemnie „zaślubiona” para, daliśmy sobie wszysto, poza tym „ostatnim”, co w tym czasie dla niezamężnych było możliwe. W tym momencie wszystko to przeżyłam wyraźnie jeszcze raz – i równocześnie poczułam uderzenie jak obuchem w głowę; mój ukochany już nie żył! Straszne! Okropne! Płakałam tygodnie, miesięce, nie mogłam się z tego stanu długo uwolnić.

Było to cudowne i zarazem straszne uczucie, uszczęśliwiające i zarazem beznadziejne, byłam w okropnym stanie! Dzień i noc tylko płakałam, płakałam, płakałam! Okropne, okropne! Rówocześnie nie mogłam się od tych listów uwolnić, one mnie magicznie przyciągały. Taki stan trwał od 3-go stycznia 1980 roku. Każdy list przypominał mi czułości, jakie sobie wzajemnie dawaliśmy, przypominał mi najcudowniejszy okres mojego życia. Wtedy byłam tak bardzo szczęśliwa, dałam mu z siebie wszystko, co tylko zakochana kobieta może dać swojemu kochanemu. Wszystko to na nowo odżyło, czułam na ciele jego czuły dotyk, jakgdyby mój kochany był w pokoju. I jak sobie uprzytomniłam, że już dawno nie żyje... to mogłam tylko płakać, płakać, płakać... właściwie to do dzisiaj niewiele się zmieniło.”

Jak tylko mogłem starałem się pocieszyć pacjentkę i obiecałem jej, że będę do niej codziennie przychodził, żeby z nią porozmawiać. Po czym zawstydzony opuściłem pokój. Gorąca, spalająca miłość tą 83-letniej pacjentkę niewiele różniła się od miłości Julii. Ta starsza dama była dla mnie bohaterką, ale równocześnie współczułem bardzo tej samotnej kobiecie. Zastanawiałem się, jak to zrobić, żeby od szefa kliniki otrzymać zezwolenie na to, żeby tej damie móc pomóc.

Na korytarzu czekali już na mnie - drwiąco uśmiechający się - koledzy.

Grillo: „No, trwało to dosyć długo, wycisnął Pan wszystkie sokie z pacjentki?”

Hamer: „Nie jestem w usposobieniu do żartów. Powiem zaraz dlaczego...”

Po zakończeniu mojego sprawozdania koledzy długo milczeli.

Grillo: „No, coś takiego, czy to w ogóle możliwe, u tak starego człowieka. Dziwne, dziwne. To musi być jakiś niezwykły zbieg okoliczności!? Dokładnie co do miesiąca i dokładnie konflikt seksualny, naturalnie pierwsza miłość... to nie może być nie seksualne! I do dzisiaj tej stan trwa?

Ale panie Hamer, to może być tylko zbieg okoliczności...inaczej wszystko byłoby nie tak, co robimy w medycynie. Nie, nie wierzę w to!”

Hamer: „Panie Grillo, przecież zanotowaliśmy, że zbieg okoliczności wystąpiłby z  prawdopodobieństwem 1:10 000 000, czy nawet mniejszym. Proszę o dotrzymanie słowa. Proszę Pana o pisemne potwierdzenie, że odkryty przeze mnie system posiada prawdopodobieństwo wystąpienia 10 000 000:1. Już ja sam postaram się o podpis szefa. To on wybrał ten przypadek. Koledzy, teraz macie obowiązek wystawić dokument stwierdzający prawdę. A mianowicie: że system żelaznej reguły raka zawiera absolutne, możliwe do zweryfikowania prawa (w tym czasie sprawdzone na 500 przypadkach).

Grillo: „Muszę przyznać, że sprawa jest frapująca. Przypadek zdaje się być jasny. Dziwne jest tylko, że pacjentka nic o tym nie wspomniała szefowi. Przecież pytaliśmy się ją, czy w ostatnim czasie przeżyła jakieś konflikty.”

Hamer: „Ona nie przeżyła konfliktów z nikim, nawet nie ze swoim ukochanym zmarłym. To rozbieżność między pierwszą gorącą miłością i śmiercią,  pomiędzy życiem w partnerstwie i w samotności było jej konfliktem. Julia w wieku 83 lat!

Wystarczy, żeby lekarz odrobinę wczuł się w innego człowieka, wówczas będzie go mógł zrozumieć, Panie Grillo!

Co chciał mi Pan od szefa jeszcze przekazać?”

Grillo: „Nic, sprawa już się załatwiła, to znaczy, ja nie wiem jak szef zdecyduje. Nie, nie mogę w to uwierzyć.”

Hamer: „Panie Grillo, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko teologiczna dyskusja, na temat wiary w ogólności i braku wiary w szczególnych przypadkach. Tylko pan jako przedstawiciel medycyny szkolnej nie jest tutaj partnerem z którym mógłbym dyskutować, ponieważ ja reprezentuję medycynę nauk przyrodniczych opierającą się na kauzalno-logicznych kategoriach myślowych.“

Profesor Semm dowiedział się o tej strasznej „wpadce” jeszcze tego samego wieczoru. Ponieważ przypadek ten dotyczył osoby z akademickim wykształceniem, trudno było isynuować, że Hamer tej pacjentce coś wmówił. Który profesor pozwoli sobie coś wmówić? Cała ta historia stała się dla profesora Semma jeszcze bardziej niesamowita. Dlatego następnego dnia wezwał mnie do siebie i powiedział, że w związku z rezultatem mojego badania (tej 83-letniej profesor) on sam ma tylko nieprzyjemności. Dlatego muszę zniknąć z Kliniki, albo przestać prowadzić dalsze badania. W żadnym wypadku nie wydami mi żadnego atestu, nawet gdybym mu przedstawił 100 podobnych przypadków. Cała moja „działalność” powoduje tylko trudności!
Powiedziałem mu, że najprawdopodobniej nie zdaje sobie sprawy  z tego co robi. Bo gdyby wiedział, to byłby świadom tego, że ciężko będzie mu nosić odpowiedzialność za swoją decyzję. Jeżeli Hamer ma rację – co jest bardzo prawdopodobne – to w przyszłości cały świat medyczny będzie z niego drwił.
Konflikt jest z przerwami wysoce aktywny. Pacjentka mówi, że prawie każdej nocy o nim śni.
Pośród zbadanych przeze mnie dotychczas 500 przypadków, widziałem tylko raz pacjenta tak bardzo wstrząśniętego i równocześnie tak wdzięcznego za to, że znalazł człowieka, przed którym mógł nareszcie z siebie „wyrzucić" wszystko, co go przygnębiało”. W tej chwili trudna do przewidzenia. Pacjentka powinna być pod fachową opieką psychoterapeutyczną.

Proponowana terapia:
Wyłącznie psychoterapia wykwalifikowanego psychoterapeuty.
Wyłączenie jajników przez naświetlania jest w tym przypadku bezsensowne, ponieważ należy wyjść z założenia, że u kobiety w tym wieku jajniki są hormonalnie nieaktywne.

***

Dr. med. Mag. theol. Ryke Geerd
Camino Urique 69, partido de Fahala
E-29120 Alhaurin el Grande
Tel: 0034 952 595910
Fax: 0034 952 491697

21. Oktober 2001


P.S.: Wówczas nie znałem jeszcze znaczenia ręczności. Ta pacjentka musiała być leworęczną kobietą. Przeżyła ten konflikt, jako rewirowy konflikt o treści seksualnej, po lewej stronie kory mózgowej.

Pośród ponad 30 000 zbadanych przeze mnie przypadków, nie spotkałem się z podobnym konfliktem rewirowym o takiej sile u 83 letniej starszej pani (collum-ca III stadium).

Daję słowo honoru, że powyższy protokół został spisany jeszcze tego samego dnia, od razu po zwolnieniu mnie z Kliniki Ginekologicznej w Kiel (hospotowałem tam) z powodu potwierdzenia żelaznej reguły raka. Żadnego słowa nie dodałem, żadnego nie ująłem.

Przypadek ten był „ulubionym przypadkiem” mojego przyjaciela, hrabiego Antoine D`Oncieu. Jak twierdził, przypadek ten czytał przynajmniej ze 100 razy.

Ta starsza Pani nie żyje już, przypuszczam, 20 lat. Ujawienie jej pełnego nazwiska jest wyrazem mojego szacunku w stosunku do jej osoby  i nie jest naruszeniem tajemnicy lekarskiej.

Dr Hamer

Tłumaczenie: Ewa Leimer